
Opowieści sieroty czarują. Nie, nie mówię o magii i wierzeniach zawartych w fabule, nawet jeśli ich obfitość i piękno potrafią zapierać dech w piersiach najbardziej opornych. A potrafią. Nie odwołuję się również do mocy przekazów podprogowych, choć istnieją podstawy, by twierdzić, że takowych w książce dostatek. Powieść Catherynne M. Valente jest magiczna i oddziałuje magią z każdego szczegółu. To jedna z niewielu pozycji, przy których poradziłabym: nie czytaj tego tekstu. Po prostu sam się przekonaj.
W pałacowym ogrodzie mieszka niechciana przez nikogo, ciemnooka dziewczynka. Ma ona cichą naturę i nikomu nie wadzi, jednak ludzie mówią, że to nie dziecko, lecz demon, i nie chcą mieć z nią nic wspólnego. Mówią tak, ponieważ wokół jej oczu i na powiekach widnieją dziwne skazy, jakby maleńkie słowa zapisane ciemnym atramentem. Pewnego razu w ogrodzie – wiedziony nudą albo ciekawością – zjawia się książę. Tak rozpoczyna się opowieść, która w rzeczywistości nie jest jedną opowieścią, a mrowiem historii wplecionych jedna w drugą niby to niemająca dna szkatułka.
Książę dzięki opowieściom dziewczynki zanurza się w baśniowym świecie czarownic, pałacowych intryg, ludzi przemienionych w zwierzęta albo zwierząt zamienionych w ludzi. W opowieściach tych nic nie wydaje się niemożliwe. Gwiazdy spadają z nieboskłonu, a Papieżyce walczą o panowanie w mieście kilkunastu różnych wyznań. Najróżniejsze motywy czerpane z wielu kultur i religii składają się na pełną cudowności mozaikę. Valente nawiązuje do klasyki baśni, przekształca i odwraca właściwe jej elementy, a czyni to w tak niezwykły sposób, że aż chce się prosić o więcej. Spod jej pióra wyrastają wiedźmy spieszące na ratunek dziewicom tudzież obłupione ze skór, poszukujące miłości selkie. Wyobraźnia autorki zdaje się nie sięgać granic.
Baśniowość, czary i wierzenia splecione zostają wyjątkowym językiem – barwnym, lirycznym, pełnym porównań i metafor. Gawędy snute są przez różne postaci, inaczej wysławia się król, a inaczej potwór morski, lecz wszystkie one łączy wyjątkowa atmosfera i szczegółowość. Podczas lektury z łatwością daje się poczuć smak wody morskiej, zapach cynamonu, kolendry i słodkich jabłek z pałacowych sadów.
Dziesiątki historii istot o odmiennych celach i poglądach zebrane zostały w dwie części: Księgę Stepu oraz Księgę Morza. Tej pierwszej bliżej do klasycznej baśni – jest bardziej stonowana i jednolita. W drugiej natomiast z pełną mocą odczuwa się zabawę stylami narracji, wymieszaniem wątków. Więcej w niej humoru i swobody w kreacji. Valente nie wybiega jednak za daleko. Mimo olbrzymiej dawki fantazji struktura powieści nie zostaje zachwiana. Należy się za to uznanie dla autorki, że – tak samo w warstwie fabularnej, jak i językowej – zachowała smak i wyczucie.
Gdy dziewczynka z ogrodu zamyka ostatnią historię Księgi Morza, okazuje się, że to wcale jeszcze nie koniec. Wątki czekają na kontynuację, a spragniony dalszych bajań książę już marzy o kolejnych wypełnionych szeptem nocach. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zagłębić się w tom drugi. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Opowieści sieroty: W miastach monet i korzeni sprostają pokładanym w nich oczekiwaniom.
Wydawnictwo Mag, 2009
Czy tłumaczem tej książki jest przypadkiem Robert Waliś? Ja jestem właśnie świeżo po lekturze "Nieśmiertelnego" Valente, oczarowana podobnie jak Ty "Opowieściami sieroty", w przekładzie właśnie Walisia i jestem przekonana, że ten pan ma nie tylko duszę poety, ale i niesamowity warsztat. Książka na pewno dużo zyskała na tym świetnym tłumaczeniu. Ciekawam, czy czar "Opowieści" to także po trosze i jego zasługa (takie skrzywienie zawodowe).
OdpowiedzUsuńNie, tłumaczyła Maria Gębicka-Frąc. Zastanawiałam się, ile jest jej zasługą, przeglądając oryginał „Opowieści”. I przyznam, że angielska wersja urzekła mnie w równym stopniu co przekład, a to w moim przypadku (duszy polonistki) nie zdarza się często.
UsuńJęzyk Valente naprawdę urzeka. Mam jeszcze do nadrobienia Palimpsest, ale najpierw z niecierpliwością czekam na wypożyczenie tomu drugiego.
OdpowiedzUsuńNic dodać, nic ująć :)
OdpowiedzUsuńJeszcze jedna, obowiązkowa lektura na długiej liście. Czuję się mocno zachęcony.
OdpowiedzUsuń