„Nadużywane dzisiaj w drugorzędnej prozie opisy czarodziejskich magicznych napojów to daleka reminiscencja pradawnych egejskich kultów przywleczonych przez plemiona Pelazgów do krain brytyjskich jeszcze przed najazdem Germanów, Anglosasów i Rzymian. Ci ostatni zaczęli swoją kolonizację od wycinania wielkich świętych gajów jarzębinowych. Podobnie zresztą czynili później chrześcijanie.
 |
Alex Grey, Gaia |
Celtyccy druidzi uzyskiwali swoje wizje, wpatrując się w dąb (derwydd – widzący z dębu). Byli oni poetami, widzącymi więcej, mieli władzę nad królami i obdarzani byli szacunkiem. Ogromną rolę w prastarych kultach Wielkiej Bogini pełniły kobiety, między innymi irlandzkie wróżki banshee, zdegradowane później przez chrześcijaństwo do obrzydliwych czarownic z zakrzywionym nosem. Słynna maść do latania (Fliegesalbe), znana jasnowidzącym kobietom w całej Europie, zawierała między innymi pięciornik, pięciokończystą topolę, irys, pietruszkę, trujący akonit, belladonnę, cykutę, szalej, dziki seler, marek kucmerkę, olej i sadzę. Być może także opium i konopie. Wiedzę o dokładnych składnikach i proporcjach kobiety zabrały jednak do grobu, a raczej na stos. Kilkadziesiąt tysięcy mądrych spadkobierczyń prastarego kultu Wielkiej Matki (a także zupełnie przypadkowych ofiar) spalono żywcem w czasach prześladowań.
Zdegradowane i fizycznie zniszczone kobiety (wraz z nieprzeliczoną gromadą leśnych, wodnych i domowych bóstw oraz innych duchów) zostały w świadomości ludu – indoktrynowanego przez stulecia w kościołach chrześcijańskich – przemienione w staruchy, wampirzyce, lamie i empuzy. A jednak mimo pracy dwóch tysięcy lat chrześcijańskiej nauki próba całkowitego ich wyparcia nie powiodła się. Wielka Matka, Biała Bogini, powraca do nas w zbiorowej nieświadomości, która potrafi otworzyć się pod wpływem psychodelików. Może także dlatego chrześcijańska Europa nadal zabrania ich spożywania”.
Kamil Sipowicz,
Encyklopedia polskiej psychodelii, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2013