niedziela, 11 marca 2012

Jeff VanderMeer, „Finch”


Książka po raz trzeci prowadzi ku przygodzie w legendarnym już mieście Ambergris. Co istotne, znajomość dwóch poprzednich części (Miasto świętych i szaleńców oraz Shriek: Posłowie) nie jest wymagana. Finch rozgrywa się w sto lat po wydarzeniach opisanych w poprzedniej części. Przez stulecie sporo rzeczy uległo zmianie. Szare kapelusze, potworne istoty z innego wymiaru, prowadzą okupację. Mieszkańcy zamykani są w obozach pracy. Ambergris przemieniło się w dogorywające szczątki tego, czym niegdyś było. Tytułowy bohater – detektyw pracujący na usługach okupantów – wrzucany zostaje w sam środek zdarzeń decydujących o przyszłości miasta.

Fincha przydzielono do sprawy podwójnego morderstwa. Ofiarami są człowiek i fanaarcensitti, a mówiąc ściślej, tego drugiego jedynie połowa. Na tym kończą się sprawy oczywiste. Nie wiadomo nic o tożsamości denatów czy motywach zbrodni. Nikłe informacje, jakie udaje się Finchowi zdobyć, jedynie mnożą pytania. Detektyw nie może jednak porzucić sprawy – jego życie zależy od szarych kapeluszy, a ci wymagają od niego posłuszeństwa. Atmosfera towarzysząca poczynaniom bohatera nasuwa jednoznaczne skojarzenie z kryminałami noir. Podział na dobro i zło nie istnieje, nikomu nie można ufać, wrogowie okazują się przyjaciółmi, przyjaciele wrogami. VanderMeer umiejętnie wykreował świat opierający się na powyższych założeniach.

Fabuła powieści, początkowo prowadzona wolno, w miarę upływu czasu nabiera tempa. W żadnym jednak momencie nie opuszcza nas duszny klimat niepewności, brudu i gnicia. Tego ostatniego nawet bardzo dosłownie, ponieważ zarodniki, grzyby oraz zepsucie ogarnęły już całe miasto, nie wykluczając w tym ludzi. Finch, będący i zarazem niebędący detektywem, zmaga się z problemami daleko wykraczającymi poza obszar samego śledztwa. W istocie dochodzenie zdaje się być jedynie pretekstem. To siły z zewnątrz miotają śledczym, niezależnie od jego działań, niczym marionetką. Miasto ulega zniszczeniu, rozpada się, przekształca. Transformację przechodzi najbliższy przyjaciel Fincha, skażony grzybem Wyte. Główny bohater natomiast powraca wspomnieniami do tożsamości, którą dawno porzucił.

Warte uwagi są dwie kwestie: konstrukcja i język. Książka podzielona została na siedem części – siedem dni tygodnia, w czasie których Finch stara się rozwikłać zagadkę zbrodni. Na początku każdego rozdziału znajdują się zapisy brutalnych przesłuchań, ale aż do samego końca książki nie wiadomo jest, kto je przeprowadza. Sposób narracji również pozostawia pewną dozę niejasności. Świat przedstawiony został z perspektywy Fincha i czytelnik wie tylko tyle, ile wie sam bohater. W połączeniu z lakonicznym i zwięzłym językiem, niekiedy przywodzącym na myśl sztukę teatralną, tworzy to złożony efekt zaszczucia i samotności.

Finch, przed drzwiami mieszkania, zdyszany po szybkim pokonaniu pięciu ciągów schodów. Wiadomość, którą przyniósł z posterunku, już umiera mu w dłoni. Czerwona smuga na wiotkim kółku zielonego grzybowego papieru, który kilka minut wcześniej skręcił się i zwilgotniał. Teraz musi tylko przejść przez drzwi oznaczone symbolem szarych kapeluszy.
Aleja Manzikerta numer 239, mieszkanie 525.
Przekroczenie progu to akt woli. Zawsze. Sięgnął po broń, po czym zmienił zdanie. Niektóre dni są gorsze od innych.
Nagłe wspomnienie jego partnera, Wyte'a, który powiedział mu, że się sprzedał, na co Finch odrzekł: „Nie mam na ten temat zdania". Napisy na ścianie w jednym z miejsc zbrodni: „Każdy jest kolaborantem. Każdy jest buntownikiem”. Prawda zawarta w obu stwierdzeniach.

Finch łączy w sobie wiele gatunków, poczynając od kryminału, poprzez socjologiczne spojrzenie na konflikt zupełnie sobie obcych istot, a na fantastyce kończąc. To musiało się udać.

Wydawnictwo Mag, 2011

Related Posts:

10 komentarzy:

  1. (wygrałam walkę z przeglądarką... :D)

    Mnie strasznie urzekło Ambergris. Zwłaszcza pomysł ze sporami.

    "I recenzja - cudowna jak wszystkie. ;D" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że twardo czytasz UW.;) Dla mnie tyle cięższego tekstu jeden po drugim to chyba był by przesyt szczęścia.;) Ale po "Fincha" kiedyś pewnie sięgnę, chociaż kryminałów nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekscytujące i porywające - takie wydaje się to dzieło. Z resztą, czego się spodziewać po kolejnej pozycji z tej serii?

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytalam zacytowany przez Ciebie fragment i nie podoba mi sie styl tego pisarza. Podejrzewam, ze ciezko byloby mi przebrnac przez kolejne akapity, jednoczesnie wszystko sobie wyobrazajac. Szare kapelusze skojarzyly mi sie z mezczyznami o psich glowach z jakiejs ksiazki dla mlodziezy, ale zabij mnie, nie pamietam juz tytulu. Calosc brzmi ciekawie, ale nie jest dla mnie. Mocno nie przepadam za kryminalami, moze za wyjatkiem tych z Sherlockiem Holmesem.

    Swoja droga, jak wstawic na bloga te wklejke z LC?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejdź w "układ" z zakładek menu. Dodaj gadżet "tekst" i wklej wklejkę (podoba mi się to połączenie) LC. Tadaam, to wszystko.

      Co zaś do fragmentu, oczywiście nie cała książka pisana jest w ten sposób, w recenzji wspomniałam, że tylko niekiedy. Natomiast rzeczywiście, styl "Fincha" nie jest nadzwyczaj łatwy w odbiorze. Chociaż Sleepy przeczytała w niecałe dwa dni, więc pewnie dla niektórych jednak jest.

      Usuń
  5. Dla mnie jest troche "kanciasty", ciezko sie czyta,rytm mi sie przy czytaniu zagubil gdzies w drugim zdaniu. Moge czytac teksty skrajnie trudne i napisane w dziwacznym stylu, ale pod warunkiem, ze bedzie sie je dalo zaspiewac (ot, taki moj kaprys, wielki kaprys). Tutaj tego nie widze.

    Nad wklejka pokombinuje. Pewnie cos zepsuje, wiec jeszcze sie odezwe (znasz mnie).

    OdpowiedzUsuń
  6. A, i jeszcze jedno. Jak dodajesz u mnie komentarze to pojawia Ci sie takie cos ze slowami do przepisania?

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę kolejna książka z bardzo ciekawej serii. Osobiście póki co posiadam i przeczytałem tylko Accelerando, ale wrażenie wywarło na mnie bardzo pozytywne. Pewnie też wywrze takie na innych czytelnikach choć trzeba uprzedzić, książka jest ostro zakręcona pod względem ekonomiczno fizycznym i może być ciężka w odbiorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Accelerando to majstersztyk! Obok Ślepowidzenia i Trojki wchodzi w moją Świętą Trójcę z UW.

      Usuń
    2. Ooo Trojka w "Świętej Trójcy"? Mnie jakoś opis Trojki i jej surrealizm najmniej chyba z całej UW przekonują, a przed Accelerando mam największe obawy ^^

      A co zaś się samego Fincha tyczy to oczywiście w planach jest lecz chciałbym się wcześniej zapoznać z poprzednimi dziełami osadzonymi w Ambergis. Niestety "Miasta..." nawet jeszcze nie posiadam.

      Usuń