
Najnowsza powieść Katarzyny Pisarzewskiej zmagać musi się z kilkoma problemami, wśród nich zaś najważniejszy jest jeden. To problem oddziałujący podczas całej lektury, ani na chwilę niedający o sobie zapomnieć. Jego imię to Joanne, nazwisko – Rowling. Pozostałą część opisu można by w zasadzie pominąć, nietrudno bowiem odgadnąć, że publikacje obu autorek koncentrują się na niemal jednakowej tematyce i że od porównań uciec nie sposób. Rzeczywiście więc przytrafia się tu zbieg okoliczności. Aby nie pozostawić wątpliwości: niefortunny, niestety, dla polskiej pisarki.
Materiały promujące książkę milczą na temat podobieństw do Trafnego wyboru, ograniczając się jedynie do powtarzania klasyfikacji gatunkowej: raz podaje się, że to powieść psychologiczna i obyczajowa, innym razem, że obyczajowo-kryminalna. I strategia promocji, i wymieszanie gatunków są w pełni uzasadnione. O tym, że nie należy sobie strzelać w stopę, przywołując bestseller Rowling, mówić więcej nie trzeba, co zaś tyczy się klasyfikacji: Zbieg okoliczności kryminałem nie jest, choć próbuje do tego miana aspirować. To zbiorowy portret rodzin z Gosztowa, wsi położonej niedaleko Warszawy; pochylenie się nad małomiasteczkową mentalnością, trudnościami nastolatków i dorosłych. Wątek zabójstwa funkcjonuje tu na zasadzie pretekstu, aby łatwiej przyjrzeć się temu, co ukrywane. Sam w sobie natomiast – jako motyw powieściowy – nie potrafi się obronić. Potraktowany po macoszemu, niebudzący większych emocji, jednoznacznie świadczy o swojej drugorzędnej roli.
W książce Pisarzewskiej funkcjonariusze policji ślamazarnie brną naprzód w śledztwie, które w obliczu ich własnych problemów schodzi na dalszy plan. Zabicie zwierzęcia, człowieka, następnie upozorowane samobójstwo – nie to jest tutaj najważniejsze. Naczelne miejsce zajmuje opowieść o rodzinie, na pierwszy rzut oka zgodnej i szczęśliwej, a pod warstwą pozorów toczonej przez choroby. Są nimi nieuporządkowane sprawy z przeszłości, nieszczerość, kłamstwa, fortele, przemilczenia i nieumiejętność porozumienia się. Oprócz tego mocno zaznaczona została toksyczność wtrącającej się w życie swoich dzieci matki i fatalne skutki, do jakich może podobne zaangażowanie doprowadzić. Wszystko to dotyczy Gajdów i Burasów, a więc tych, których rodzinne spotkania wywołuje u postronnych przemyślenia na temat idealnej familii. Brzmi nieźle i nawet nieźle się to czyta, szkoda jednak, że pozostałe motywy – w tym te, który miały szansę zbawiennie przyprawić książkę – otrzymały charakter pojedynczej nowinki.
Bo margines zainteresowania Pisarzewskiej dotyczy spraw takich jak podklasa społeczna, struktury w grupach nastolatków i różnego rodzaju patologie. Jednak są to wątki tak mało rozwinięte, że trudno byłoby je nawet postawić obok wnikliwych obserwacji Rowling. To zresztą zasadnicza różnica między społeczną panoramą autorki Harry’ego Pottera a psychologiczno-obyczajową bądź obyczajowo-kryminalną powieścią o naszym rodzimym podwórku – Pisarzewska chwyta się wielu tematów, ale pielęgnuje tylko te związane z rodzinami Gajdów i Burasów. W konsekwencji powstała historia obiecująca opis całej wsi, historia z mnóstwem podobieństw do Trafnego wyboru, ale jednocześnie nieznośnie broniącą się przed tym, by skonfrontować ze sobą realia angielskie i polskie. To już wolałabym pójść na całość z podobieństwami. Być może wówczas Zbieg okoliczności nie byłby tak bezbarwny jak w swojej obecnej postaci.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2013
Tekst napisany dla portalu LubimyCzytać.
A mnie zainteresowałaś tym, że książkę porównuje się z "Trafnym wyborem". Mi nawet do głowy nie przyszło, by jakiekolwiek hipotezy w tym kierunku wysnuć. Przeczytam, zobaczymy co z tego wyniknie.
OdpowiedzUsuńCholera, teraz mam zagwozdkę. "Trafny wybór" spodobał mi się, a na "Zbieg okoliczności" miałam ochotę, ale nie podoba mi się ta zbieżność...
OdpowiedzUsuńNie czytałam jeszcze "Trafnego wyboru", bo straszył swoją wszechobecnością. Zdaje się więc, że jeśli Pisarzewska, to od razu w pakiecie;) Tylko chyba jednak nie warto, skoro jest bezbarwnie.
OdpowiedzUsuńHm, "Trafnego wyboru" nie czytałam i w najbliższym czasie nie zamierzam tego zmieniać. A "Zbieg okoliczności" po Twojej recenzji już na pewno czytać nie będę.
OdpowiedzUsuń